Val Kilmer miał raka, ale nie chciał się leczyć. Wierzył, że Bóg go uleczy
Val Kilmer przez lata walczył z rakiem gardła, ale długo odrzucał leczenie, wierząc w duchowe uzdrowienie. Aktor, znany z filmów „Top Gun”, "Willow", "Batman Forever" i „The Doors”, stosował modlitwę zamiast medycyny. Jak wyglądała jego walka z chorobą, która odebrała mu głos i niemal życie?

Val Kilmer chorował na raka gardła, ale przez wiarę w Christian Science długo odrzucał leczenie. Zamiast szpitala wybrał modlitwę. Dopiero interwencja dzieci sprawiła, że aktor zgodził się na chemioterapię. Jak duchowość wpłynęła na jego decyzje i postrzeganie choroby?
Val Kilmer nie żyje
Wiadomość o śmierci Vala Kilmera, aktora znanego z ról w Top Gun i The Doors, poruszyła fanów na całym świecie. Artysta zmarł 1 kwietnia 2025 r. w wieku 65 lat. Od lat zmagał się z konsekwencjami raka gardła, ale jego historia leczenia różni się od typowych medycznych narracji. Kilmer przez wiele lat odrzucał tradycyjne terapie, kierując się zasadami Christian Science — nurtu religijnego, w którym choroba postrzegana jest jako duchowa iluzja, nie fizyczna rzeczywistość.
Na co chorował Val Kilmer i jak rozumiał swoją diagnozę?
Dla Vala Kilmera diagnoza nowotworu gardła nie była jednoznacznym wyrokiem. W zgodzie z wiarą wyniesioną z domu rodzinnego traktował chorobę nie jako fakt medyczny, ale duchowe zaburzenie. Wierzył, że uzdrowienie przyjdzie nie z rąk lekarzy, lecz przez modlitwę i duchową pracę.
„Diagnoza była dla mnie sugestią raka gardła” — tłumaczył swoje podejście, nie uznając fizyczności choroby za coś obiektywnego.
Christian Science, którego twórczynią była Mary Baker Eddy, uczy, że świat materialny jest tylko przejawem błędnego postrzegania, a zdrowie i harmonia to stan naturalny człowieka, możliwy do odzyskania przez kontakt z boską prawdą.
Modlitwa zamiast lekarza – Val Kilmer chciał się leczyć duchowo
Po odkryciu guzka w gardle Kilmer nie zgłosił się od razu do specjalistów. Miał nadzieję, że modlitwa i opieka duchowa wystarczą. Mówił o planie wyjazdu z „praktykiem Christian Science” – duchowym doradcą, który miał wspierać go na drodze uzdrowienia.
„Chciałem po prostu się modlić. Pragnąłem zaufać Bogu, że mnie uleczy” — przyznawał później.
Nie wierzył, że rak ma moc realnie oddziaływać na jego ciało. W jego przekonaniu, choroba to zakłócenie świadomości, a nie problem fizyczny. Nie praktykował sakramentów, nie szukał terapii. To była próba całkowitego oddania się duchowej ścieżce.

Dzieci Val Kilmera błagały go o leczenie
Decydującą rolę w zmianie jego postawy odegrały dzieci — Mercedes i Jack. Oboje nie podzielali wiary ojca, ale widząc pogarszający się stan jego zdrowia, nie mogli bezczynnie patrzeć. Ich presja była ogromna. Proszono go, błagano, apelowano o rozsądek.
Dopiero ich obawa — i jak sam później przyznał, chęć oszczędzenia im cierpienia — sprawiła, że podjął leczenie.
„Zgodziłem się, żeby nie narażać moich dzieci na lęk. Nie chciałem, żeby bali się o moje życie” — tłumaczył swoją decyzję.
W 2014 roku przeszedł zabieg tracheotomii, a następnie chemioterapię i radioterapię. Stracił głos, oddychał przez rurkę i odżywiał się przez sondę. Mimo to wciąż powtarzał, że to nie medycyna go wyleczyła.
„Wierzę, że to modlitwa mnie uleczyła” – duchowy wymiar walki z rakiem
Po zakończeniu leczenia Kilmer nigdy w pełni nie przypisał medycynie sukcesu swojej remisji. Owszem — poddał się terapii, ale źródła uzdrowienia widział gdzie indziej. Publicznie wielokrotnie podkreślał, że najważniejszą rolę odegrała jego duchowa praktyka.
„Wierzę, że to modlitwa mnie uleczyła. Leczenie było bolesne, ale to nie rak był moim wrogiem — to jego fizyczne skutki były trudniejsze niż sama choroba” — mówił w swoim pamiętniku I’m Your Huckleberry.
W 2020 r. ogłosił, że od czterech lat jest w remisji. Ale nawet wtedy powtarzał, że ciało to tylko część rzeczywistości, a prawdziwe uzdrowienie następuje wewnątrz — w świadomości.
Śmierć jako przejście – duchowa filozofia Kilmera o przemijaniu
Val Kilmer do końca życia pozostał wierny przekonaniu, że śmierć to nie koniec, lecz przejście. Już jako nastolatek stracił brata, który zmarł w wyniku ataku epilepsji. Od tamtej pory wierzył, że zmarli wciąż z nami są — nie fizycznie, ale duchowo obecni.
„Wciąż rozmawiam z moim bratem i matką. Wierzę, że nie zniknęli, tylko zmienili formę obecności” — mówił w 2020 roku.
Dla Kilmera choroba i śmierć nie były czymś, czego należy się bać. Uważał je za część procesu duchowego — chwilowego zakłócenia na drodze ku wyższej świadomości.