Nie działa reaktor Maria. Zabraknie radioizotopów dla chorych na raka?
Reaktor Maria nie działa. W mediach szum, panika, że zabranie leków dla pacjentów onkologicznych, a diagnostyka oparta na technologii nuklearnej będzie utrudniona. Prof. dr hab. n. med Rafał Czepczyński, uspokaja i wyjaśnia, że mamy do czynienia z początkiem miesięcznego, zaplanowanego wcześniej przestoju na rzecz przeprowadzenia koniecznego przeglądu.

W Polsce mamy tylko jeden reaktor jądrowy, którego głównym zadaniem jest zaopatrywanie medycyny nuklearnej w radioizotopy. Stąd informacja o wstrzymaniu jego pracy spotkała się z niepokojem. 1 kwietnia Państwowa Agencja Atomistyki wydała komunikat, z którego wynika, że dotychczasowe zezwolenie na eksploatację reaktora utraciło ważność 31 marca 2025 roku. Pojawiają się też głosy o problemach finansowych z utrzymaniem obiektu, który nie należy do najmłodszych, bo w 2024 roku obchodził 50-lecie istnienia.
Niemniej czy te wszystkie okoliczności faktycznie mogą zwiastować poważne problemy z dostępem do specjalistycznego leczenia i diagnostyki? Prof. dr hab. n. med. Rafał Czepczyński, prezes-elekt Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej, Kierownik Pracowni Medycyny Nuklearnej, Katedra i Klinika Endokrynologii, Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu w rozmowie z Poradnikiem Zdrowie wyjaśnia istotne szczegóły.
Reaktor jądrowy Maria przestał działać. Co dalej z chorymi na raka?
Kiedy media obiegła informacja o wygaśnięciu zezwolenia Prezesa Polskiej Agencji Atomistyki na dalszą eksploatację reaktora Maria, wielu pacjentów mogło poczuć niepokój. Pojawiały się pytania, skąd taka przerwa i jak długo potrwa. Stąd biorąc pod uwagę fakt, że każda informacja redukuje niepewność, a im mniej niepewności, tym mniejsze poczucie lęku, postanowiliśmy poprosić o komentarz specjalistę.
Z moich informacji pozyskanych u źródeł wynika, że jest to po prostu miesięczny przestój zaplanowany w ramach przeglądów reaktora. Narodowe Centrum Badań Jądrowych jest przygotowane na ten przestój i mamy zapewnione dostawy radiofarmaceutyków na cały okres, kiedy reaktor nie będzie pracował, więc aktualnie ja nie widzę zagrożenia
- wskazał prof. Rafał Czepczyński.
Przedstawiciel Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej dodał, że warto jednak spojrzeć na problem nieco z szerszej perspektywy. Musimy pamiętać, że reaktor Maria wciąż pozostaje jednym z niewielu obecnych na świecie, które produkują związki radioaktywne zarówno w celach terapeutycznych jak i diagnostycznych.
Wszystkie instytucje tego rodzaju na różnych kontynentach współpracują ze sobą, tworząc w miarę skoordynowaną sieć. A zatem w przypadku planowanych przerw, czy awarii to pozostałe dostępne reaktory przejmują funkcję tego wyłączonego. Każda taka sytuacja zgłaszana jest do międzynarodowych instytucji, by zapobiec zaburzeniom w dostawie
- dodaje.
Niestety nie oznacza to, że zawsze udaje się sprostać zadaniu, a przykładem może być choćby fakt, że w poprzednich latach kiedy miała miejsce awaria danego reaktora, to pozostałe nie były w stanie w pełni zastąpić jego pracy, wypełniając lukę.
- Występowały niedobory i dostawy były redukowane. Taka sytuacja miała miejsce np. w październiku, listopadzie 2024. Wówczas doszło do zmniejszenia dostaw molibdenu prawie o połowę. A w takim przypadku utrudniona jest realizacja diagnostyki obrazowej z wykorzystaniem technetu, realizowanej przy użyciu gamma-kamer. Oczywiście z wyłączeniem Pozytonowej Tomografii Emisyjnej (PET), bo to badanie jest niezależne od reaktora Maria - wyjaśnia prof. Czepczyński.
Specjalista dodaje, że na skutek awarii i problemów z dostarczeniem odpowiedniej ilości radioizotopów przez inne jednostki części pacjentów zmieniono terminy na późniejsze. To rzeczywiście fatalna wiadomość nie tylko dla chorych onkologicznie, ale i tych, którzy i tak dość długo czekają na swoją kolej, by poddać się diagnostyce z zakresu medycyny nuklearnej.
- Zapotrzebowanie na badania kości, serca, nerek jest bardzo duże, a zakładów jest stosunkowo mało w Polsce. Ostatecznie pacjentom wydłużyła się kolejka, a później musieliśmy nadrabiać zaległości w grudniu i w styczniu. Także rzeczywiście istnieje ryzyko niedostępności wymaganej ilości radioizotopów w kontekście zapotrzebowania do celów diagnostycznych - wskazuje ekspert.
Medycyna nuklearna. Kto korzysta z pracy reaktora Maria?
Kiedy mówimy o medycynie nuklearnej, to w dużej mierze kojarzymy ją z onkologią i słusznie. Niemniej jak wyjaśnia profesor Rafał Czepczyński radioizotopy są wykorzystywane też w diagnostyce kardiologicznej, w celu wykluczenia choroby niedokrwiennej serca.
Medycyna nuklearna posiada dwie gałęzie, a mianowicie diagnostyka i terapia. Powszechnie znane jest leczenie chorób tarczycy z wykorzystaniem jodu radioaktywnego (jod-131). Warto podkreślić, że to najstarsza metoda izotopowa na świecie i skutecznie używana od ponad 80 lat. Natomiast mniej znane są metody leczenia guzów neuroendokrynnych. To rzadszy rodzaj nowotworów, które również stanowią domenę endokrynologii
- wyjaśnia specjalista.
Profesor dodaje, że w leczeniu onkologicznym wykorzystuje się również lutet-177, czyli kolejny izotop promieniotwórczy podawany w postaci wlewów dożylnych. Zastosowanie takich preparatów sprawia, że przyłączają się one do ognisk nowotworowych i powodują ich zanik. Na tym nie koniec; wspomniany lutet-177 połączony z innym nośnikiem sprawdza się w leczeniu raka prostaty. Choć terapia jest powszechnie znana i stosowana w Stanach Zjednoczonych, to w Polsce dopiero wchodzi na rynek medyczny.
- Rak prostaty, to nowotwór, który w pewnym stopniu zaawansowania jest trudny do leczenia. Wymaga chemioterapii, radioterapii, wielu metod stosowanych równolegle. Nowotwór ten może być przyczyną zgonu, jeżeli dojdzie do wystąpienia przerzutów. Z kolei na rozsiew komórek rakowych świetnie odpowiada terapia przy pomocy radioaktywnego lutetu, ponieważ ta cząsteczka, ligand PSMA, przyłącza się do białka na powierzchni komórki raka prostaty. Następnie komórka wchłania radioaktywny lutet do wnętrza, a ten emituje promieniowanie beta, które niszczy całą tkankę nowotworową „od środka” - opisuje ekspert.
Nasz rozmówca dodaje, że taka forma leczenia przynosi bardzo dobre efekty, a terapia jest mniej toksyczna niż klasyczna chemioterapia. Co więcej, pacjent dobrze ją znosi, niestety wciąż nie jest refundowana. Natomiast trwają prace nad tym, aby już za kilka miesięcy, a może w przyszłym roku móc zaoferować ją chorym w ramach leczenia na koszt NFZ.
Diagnostyka nuklearna. Jakie badania umożliwia radioizotop?
Jak wspomniał profesor Czepczyński, medycyna nuklearna nie ogranicza się wyłącznie do leczenia, ale skupia w sobie także możliwości diagnostyczne. Specjalista wyjaśnia, że istnieje uniwersalny izotop radioaktywny, technet-99m, który następnie można łączyć z poszczególnymi nośnikami. Dzięki temu można wykonywać np. takie badania jak:
- detekcja przerzutów do kości,
- ocena perfuzji mięśnia sercowego (w przypadku podejrzenia choroby niedokrwiennej serca),
- badania czynności nerek,
- badania mózgu.
Tu pojawia się ciekawostka, o której prawdopodobnie wie niewielu pacjentów. Otóż dzięki wykorzystaniu odpowiedniego nośnika, który umieszcza się w komórkach mięśnia sercowego, lekarze są w stanie wykryć ogniska niedokrwienia serca. To z kolei daje możliwość zdiagnozowania choroby bez konieczności wykonywania koronarografii. Badanie odbywa się nieinwazyjnie, wystarczy podać preparat do żyły, a on później wędruje do serca.
W ciągu kilkudziesięciu minut mamy obraz, który nam daje odpowiedź, jest choroba niedokrwienna serca czy jej nie ma
- podsumowuje.
Reaktor Maria, gdzie jest i co dalej z jego pracą?
Reaktor Maria znajduje się w Otwocku-Świerku pod Warszawą. Nazwa nie jest przypadkowa i nawiązuje do polskiej noblistki Marii Skłodowskiej-Curie. Pierwszy raz obiekt uruchomiono w 1974 roku. Od tamtej pory miał za sobą sporo awarii i wyzwań, na szczęście wciąż możemy czerpać z jego zasobów i pracy specjalistów w tym zakresie.
Niestety w ostatnim czasie pojawiły się również informacje o problemach finansowych związanych z utrzymaniem reaktora. Roczny koszt eksploatacji sięga 40 mln złotych rocznie, nie posiada jednak stałego finansowania, nawet jedną trzecią finansowania stanowią granty pochodzące np. ze środków europejskich.
Na ten moment żadnych informacji, które świadczyłyby o tym, że obecne zawieszenie pracy reaktora Maria wynika z kłopotów finansowych. Wracając zatem do kwestii braku obecnej koncesji, możemy domniemywać, że skoro przerwanie pracy reaktora było planowane, to na czas przestoju związanego z przeglądem nie wymaga się koncesji. Natomiast przed wznowieniem prac Narodowe Centrum Badań Jądrowych dokona wszelkich niezbędnych formalności, aby ponownie uzyskać koncesję od PAA.